Zmiany wyglądu na blogu ;) Boski nagłówek - Nika, dosyć dziwne tło i dobór kolorów - ja.


piątek, 10 września 2010

002.

Nie będę się zbytnio rozpisywać, bo mam tylko 30 minut. ;p

Teraz siedzę i jem jogurt, popijam zieloną herbatą.
Tak więc ze spotkania [opisanego w poprzedniej notce] nic nie wyszło. Elw musiała jechać do babci. Spotkałyśmy się dzisiaj.

Po szkole podjechałyśmy autobusem. Z przystanku jeszcze 500 m i jesteśmy w domu.  Elwirę oczywiście od razu po wejściu zaatakowała parówa [tudzież Rebeka xd]. Chyba ją polubiła. Przeszłam po mieszkaniu, nikogo nie było - na szczęście. Od razu zabrałyśmy się do roboty. Elw złapała za igłę i po wszystkim. Mam drugą dziurkę. Chcecie fotkę? Może jutro, znowu zgubiłam ten durny kabelek. Ja z kolei złapałam się za rozjaśniacz i pod prysznic. Spłukałam go dosyć szybko, bo Elwira nie chciała mieć zbyt rozjaśnionych - 'tylko troszkę'. Zanim jej włosy wyschły bibuła poszła w ruch. Czerwono-fioletowo-różowe pasemka zakrólowały na jej grzywce. Zmywalne, co prawda... Ale ja też mam zmywalne. Bo znowu mi coś odbije i będę chciała inne. Pokazałam jej moją szafę. Chyba ją zatkało. Nie wiem czemu, po to tylko ok 20 bluzek, 10 bluz, 10 par rurek... I inne tego typu bzdety, w tym dodatki. Potem - gadałyśmy...  Pod wpływem impulsu poprosiłam ją, żeby wycieniowała mi włosy od spodu. Mam nawet specjalne nożyczki. Rude kłaki leciały na podłogę. Efekt był zadowalający... Nie będę ukrywać, podoba mi się. Potem zamówiłyśmy pizze, gadałyśmy o wegetarianizmie. Pizza nie doszła "za daleko, bla bla bla." Zjadłyśmy po jogurcie. Potem z nudów zajrzałam do zamrażarki. Loooody! Łatwo się domyślić, co było potem. Zjadłyśmy 3/4 opakowania xd. A miałam iść na dietę. Znowu gadanie. Elw przypomniała mi o atrapie kolczyka.
- K***, zapomniałam. - ja
- Buuu. - Elw
- Spoko, zrobię teraz.
Pobiegłam do łazienki po wsuwkę, na ganek po obcęgi i hojda. Powyginałam, pocięłam biedną spinkę i wyszło coś na kształt spłaszczonego, niedomkniętego kółka. I o to chodziło. Nie pamiętam co było potem. Może, Elw dolała mi coś do soczku ?![żart]. Nie, nic nie piłyśmy [no piłyśmy, chodzi mi o %- nie piłyśmy]. Koło 18 musiała się zbierać. Odprowadziłam ją pod dom i wróciłam. Dopadłam na gadu... no zgadnijcie! Elwirę i Nikę. <3. Stworzyłam konferencję. Gadałyśmy o różnych dziwnych rzeczach. No - koniec, dobrnęłam do momentu w  którym jem jogurt i popijam go herbatą. No to idę. Co prawda nie chce mi się spać... Posłucham muzyki czy coś. Albo poczytam zmierzch.

Nara.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

;>
jaaki fajny blog <3
zapraszam na swojego :*