Zmiany wyglądu na blogu ;) Boski nagłówek - Nika, dosyć dziwne tło i dobór kolorów - ja.


wtorek, 21 września 2010

005

Od razu napiszę czemu nie było notek:
a) Chora jestem, wszystko mnie boli.
b) Czekałam na 5'ty komentarz ;]

Relacja z [nietypowego] piątku:
Muah
Rano robiłam to co zwykle: wstałam, ubrałam się itd. Poszłam do szkoły z Elw... A tam? Masakra. Pierwsze, co zauważyłam to dziewczyna, w kałuży krwi. Obok tłum gapiów. Wszyscy stoją jak słupy.. Zrobiło mi się słabo, ale pomyślałam, że to ketchup [to zawsze na mnie działa xd].   Kazałam Elw zadzwonić na pogotowie. Ale zanim to przyjedzie, to przecież pół godziny minie. Niewiele pamiętałam z wykładu o pierwszej pomocy, ale to logiczne, że trzeba zatamować krwotok, ustawić ciało w odpowiedniej pozycji [coś jednak pamiętam] i sprawdzić oddychanie i tętno. Poczułam się jak w brazylijskiej telenoweli... Tętno: było; oddech: był; krwotok : z tyłu głowy.. Najwyraźniej zemdlała, albo ktoś ją popchnął. Poprosiłam Mata [którego odmurowało dopiero kiedy przyszłam - czemu?] żeby wyjął mi z plecaka  koszulkę na wuef i zrobił coś z tym krwotokiem. Sama zaczęłam obmyślać wyjaśnienie do 'raportu' i przepytałam resztę. Okazało się, że owa dziewczyna to Wika [nie rozpoznałam jej z czerwoną twarzą i zlepionymi włosami x.x], popchnął ją Daniel 'dla żartu'. Śmieszne to nie było - zamiast na trawę upadła na beton. Daniel oczywiście od razu się zmył. Po piętnastu minutach przyjechało pogotowie, nie tylko - była też policja. No pięknie. Wikę odwieziono na ostry dyżur, a policja zaczęła od ustalenia 'sprawcy'. Wszyscy bali się Daniela i siedzieli cicho, w końcu mógł przez nich trafić nawet do poprawczaka. Mateusz mimo to, wszystko wyjaśnił. Gdy sprawa ucichła okazało się, iż nie mamy pierwszych trzech  godzin, dlatego w szkole nikogo nie było [chodzi mi o nauczycieli itp]. Mogli chociaż napisać na stronie internetowej, ale nie. Ech, nasza 'inteligentna' dyrka nie pomyślała, że nie jesteśmy jasnowidzami i o niczym nie powiadomiła. Tak więc wszyscy gdzieś poszli. Mieliśmy zaczynać o 11, a kończyć - o 13.15. Łii. Tylko 2 godziny ;). W naszym wypadku biologia i chemia... Nasz 'paczka' [tj. Elw, Mat i Kam {ja}] poszła do parku. Było tak przyjemnie, że prawie się spóźniliśmy.  Babki od chemii nie było, na szczęście, bo weszliśmy tuż po dzwonku. Uwaga by była, jak nic. Tak więc przedszkolanka zabrała nas na plac zabaw [Tak, w naszym gimnazjum jest przedszkole. A jak przedszkole to i plac zabaw ] . Normalnie radocha. Wszyscy poszli na huśtawki, zjeżdżalnie, drabinki [itd] jak przysłowiowa pierwsza klasa [pdstw]. Na biologi omawialiśmy pierwotniaki [znowu - w piątej klasie też były]. Na początku zrobiła nam kartkówkę. Potem przegadała 15 min [nikt jej nie słuchał] i zabrała się za sprawdzanie. Ja dostałam 5, Elw - 5, a Mateusz 5-. I tu była beka. Zad 1: Narysuj pantofelka. Mat narysował, ale dosłownie. Początkowo dostał 0p, co dawało mu 4. Pani od Biologi jest fajna, po [dziwnej] rozmowie dała mu za 1 zad 0,5 co dawało mu 5- [resztę miał dobrze].  Po szkole poszliśmy do galerii [ja i Elw], po taki zajebisty pasek w szachownicę za jedyne 5 zł. Potem do Elwiry, pouczyć się na test za majmy. Koło 18 wróciłam do domu. Następnego dnia rano okazało się, że mam stan podgorączkowy. W niedzielę leżałam w łóżku. W poniedziałek do lekarza  (który przepisał mi ohydne tabletki, ale skoro to ma pomóc...) . Dzisiaj pozwolono mi wstać. Zadzwoniłam do Elw po lekcje [przyjedzie do mnie jutro]. Potem zadzwonił do mnie Mat z wieściami o Wiki. Nic jej nie będzie, ale do szkoły nie wróci przez miesiąc. Ma wstrząs mózgu. Od 12 gadam na gg [nr:26447519, pisać, nudzi mi się]. Reki śpi mi na kolanach. Mata dōzo!


Kartkówka Mata

Zdj sprzed szkoły

Wie ktoś, czemu Nika nic nie pisze?
Nie chce mi powiedzieć [jedna-na-milion.blogspot.com]



 A dla wyjaśnienia:
część osób, które to przeczytają, pewnie uzna, że to zmyśliłam [wypadek z Wiki]. Nie musicie wierzyć, wystarczy, że ja wiem - to prawda.

Piłka nożna na rękach. Coś dla zaawansowanych... Po prostu piłka nożna na rękach, tj to samo co normalnie, tylko chodząc na rękach [kopiąc rękami itd]. Dosyć trudne. Większość wymięka po 2 min ;)

Już 1 października: Konkurs! Taki z realnymi nagrodami ;)
Jedyny warunek odbycia się konkursu to 15  obserwatorów ;) To chyba dla was nie problem? Szczegóły 1.10.10r. Będą 2 miejsca. ;)

czwartek, 16 września 2010

004...

 http://c.wrzuta.pl/wi10210/1a07e2a10006a38c47b2b228/0/emo%20girl

Muah. Szkoła = mało czasu = mało notek.
Takie równanie zrozumie każdy matoł.
Szkoła zabiera mi średnio 8 godzin, sen koło 9. Lekcje i nauka to 2 godz (więcej, kiedy są sprawdziany). Spotkania ze znajomymi - 2-8 godzin. I jeszcze czas dla siebie - chociaż 1 godzina.  Jeszcze czas dla psa... Tak więc potrzebuję ok. 25,5 godziny, a skoro doba ma 24 godziny.... Sami rozumiecie. Więc:
a) Nie dręczyć mnie na gg o więcej notek
b) Nie dręczyć mnie na gg. Ogólnie
Zrozumiano? Przejdźmy do notki.

Co w ostatnich dniach? Słabo. Pała z majzy, wycisk na wuefie [jakim cudem dostałam się do zaawansowanych? A tak, przez gimnastyk]. Każdy dzień w szkole zaczynam matematyką.A grr. Nie cierpię tego. A do przyjemniejszych rzeczy zaliczają się chyba tylko spotkania z Elw i Mat, jazda na deskorolce. No i przeczytałam książkę [nic nadzwyczajnego]. ,,Okukarnica", E. Wojnarowska. Naprawdę ciekawe, przedstawia współczesne problemy. No ale dość tych głupot.

Wstałam rano, a gdy zobaczyłam, że jest 7.45 wyszykowałam się w ekspresowym tempie. Ubrałam, uczesałam, umyłam, dałam Reki jeść i lekko musnęłam rzęsy tuszem [nic nie jadłam]. Wybiegłam z domu. Na lekcje się oczywiście spóźniłam, 10 minut po dzwonku. Dyrektorka przeszyła mnie wzrokiem. Usiadłam obok Mata. Co omawialiśmy? Teorię względności. O.o Nie ma jej w programie nauczania, ale dyrce to nie przeszkadza. Potem wuef. Dokładnie trzy godziny wuefu. Na pierwszej - biegi. Na drugiej - piłka nożna na rękach [?!]. Na trzeciej sprawy organizacyjne dotyczące koszykówki, a dokładnie zawodów wojewódzkich. Trener wybrał trzech kapitanów, i przyłączył resztę składu.  Byłam kapitanem, a przyłączono mi największe łamagi [bez urazy]: Hensel, Elw, Wika, Kaśka. Bońq, mam z tego zrobić zespół w niecały miesiąc... no dosyć.  Potem polski [bla bla o liście], chemia [i anatomia człowieka. Im się przedmioty nie poprzestawiały?], historia [średniowiecze] i do miasta. Z Elw i Mat, of course. Norma. Małe dziecko -"dlaczego ta pani ma kolorowe włosy?" matka  "bo jej się w głowie poprzewracało". Normalka. Tego typu rzeczy słyszę codziennie. No i do Lidla, po colę. A Mat kupił jeszcze klej, żeby go wąchać [żart. Do szkoły potrzebne]. Poszliśmy do parku. Elw chciała nas zmusić do pocałunku [znowu -.-][Do Elw: znajdź sobie chłopaka, a nie nade mną się będziesz znęcać xd]. Zaczęło padać i zwinęliśmy się do Mata, bo najbliżej. Pierwszy raz byłam u niego w domu *adhd*. Przeciętnie, jak u każdego. Tylko te schody... kosmiczne. Nie będę opisywać, bo i tak nie zrozumiecie. Wybiła 16 i wróciłam do domu... odrobiłam pracę domową itd. Reki wyciągnęła mnie na spacer. Wróciłyśmy, i teraz to piszę. Dzień jak co dzień.

Nie jestem zbyt popularna, a wy na gg już do mnie piszecie jak do gwiazdy... Ja cie - przestańcie, bo zmienię gg.

I znowu was poirytuję. Jak nie będzie 5 komentarzy pod notką, to nie piszę kolejnej. ☺  

sobota, 11 września 2010

003.

No więc ostrzegam, iż nie będzie dzisiaj zdjęcia mojego ucha. xd. Wsadziłam gdzieś ten cholerny kabelek i to by było na tyle w temacie. No ale to nic specjalnego. Wyobraź sobie kółko w szachownicę i drugie, mniejsze, srebrne kółko.

Dzisiaj ze snu, koło 8.00 wybudził mnie dzwonek komórki. Elw, oczywiście postanowiła mnie obudzić w środku nocy xd. Chciała mnie wyciągnąć do centrum po 'babskie sprawy'. Z niechęcią zwlekłam się z łóżka, umyłam, ubrałam, uczesałam i umalowałam się. Zjem na mieście- pomyślałam. Wybiegłam z domu, ledwo zdążyłam na busa. Miałyśmy się spotkać o 9 w rossmanie. Przybiegłam, zziajana. Weszłyśmy do rossa. Elw kupiła podpaski, wisiorek z gloomy bear'em. Ja kupiłam perfumy brzoskwiniowe, karmę dla Reki i herbatę liptona - jagodową. Po drodze do galerii gadałyśmy o różnych... dziwnych rzeczach xd. Dotarłyśmy, weszłam do kolportera, kupiłam b2b. Potem do inglota... Kupiłam czarny eye-liner, a Elw kupiła cielisty błyszczyk [?]. Postanowiłyśmy coś zjeść. Po drodze był straganik. Kupiłam kolczyki - kości do gry. Boskie! Dotarłyśmy do mini-KFC i kupiłyśmy po wege-cheeseburgerze. Zjadłyśmy, i do tesko. Kupiłyśmy żelki, czekoladę, nerdy [dla Elw] i wodę w butelkach, co wyglądała jak piwo xd. Wyszłyśmy do parku. Zjadłyśmy połowę 'zasobów' i złapała nas głupawka. Udawałyśmy, że jesteśmy pijane. Akurat przechodził 'nowy'[sor, nie napisałam, że w piątek do naszej klasy doszedł nowy chłopak. Nie rozmawiałam z nim, za mało czasu mamy w sql. Jest emo]  z klasy. No i oczywiście nas zauważył.  Dziwnie popatrzył, zapytał jednak, czy wszystko w porządku, czy coś piłyśmy.  Na to my - chichoczące - Tak, spoko. Tak, soczek. Nie jesteśmy pijane, to głupawka. Okazał się być fajny. Bez patrzenia z dezaprobatą dołączył do nas. Podzieliłyśmy się żelkami i wgl. Okazało się, że ma na imię Mat [Mateusz]. Potem znowu gadanie o nietolerancji, jeszcze potem - ponowne udawanie pijanych, tym razem we 3. Zaczepiła na straż miejska [lol]. Byliśmy 'czyści' więc nie mieli się czego czepiać. Koło 14 Mat musiał iść. Spotkamy się w poniedziałek po szkole?- powiedział, odchodząc. Potwierdziłyśmy. Następnie zmierzając ku dworcowi autobusów, gadałyśmy o nim. Elwirka od razu wyczuła, że mi się podoba... Grr, już nic nie mogę ukryć. Zapytałam ją czy zostanie na noc. Zostanie. No więc została. Teraz siedzi i gapi się na to, co piszę. Wcześniej usmażyłyśmy naleśniki [spalając połowę], weszłyśmy na kompa: stardoll, blogi. A przed chwilą wróciłyśmy 'z deskorolki'. No, i teraz piszę.

Kilka słów od Elw:
Hejq. Nie wiedziałam, że Ruda ma bloga. I że na nim o mnie pisze! Lecz potwierdzam, że wszystko, co tu napisała jest prawdą x.x. I powiem, że kocha się w Macie! 

Edit, od Kamili. 
Po tym jak napisała, że kocham się w Macie szybko kliknęła opublikuj, jakby się  bała, że każę jej to skasować. Otóż nie. Bo to jest po części prawda *.* [mam nadzieję, że ON tego nie czyta xd]. Narq!

piątek, 10 września 2010

002.

Nie będę się zbytnio rozpisywać, bo mam tylko 30 minut. ;p

Teraz siedzę i jem jogurt, popijam zieloną herbatą.
Tak więc ze spotkania [opisanego w poprzedniej notce] nic nie wyszło. Elw musiała jechać do babci. Spotkałyśmy się dzisiaj.

Po szkole podjechałyśmy autobusem. Z przystanku jeszcze 500 m i jesteśmy w domu.  Elwirę oczywiście od razu po wejściu zaatakowała parówa [tudzież Rebeka xd]. Chyba ją polubiła. Przeszłam po mieszkaniu, nikogo nie było - na szczęście. Od razu zabrałyśmy się do roboty. Elw złapała za igłę i po wszystkim. Mam drugą dziurkę. Chcecie fotkę? Może jutro, znowu zgubiłam ten durny kabelek. Ja z kolei złapałam się za rozjaśniacz i pod prysznic. Spłukałam go dosyć szybko, bo Elwira nie chciała mieć zbyt rozjaśnionych - 'tylko troszkę'. Zanim jej włosy wyschły bibuła poszła w ruch. Czerwono-fioletowo-różowe pasemka zakrólowały na jej grzywce. Zmywalne, co prawda... Ale ja też mam zmywalne. Bo znowu mi coś odbije i będę chciała inne. Pokazałam jej moją szafę. Chyba ją zatkało. Nie wiem czemu, po to tylko ok 20 bluzek, 10 bluz, 10 par rurek... I inne tego typu bzdety, w tym dodatki. Potem - gadałyśmy...  Pod wpływem impulsu poprosiłam ją, żeby wycieniowała mi włosy od spodu. Mam nawet specjalne nożyczki. Rude kłaki leciały na podłogę. Efekt był zadowalający... Nie będę ukrywać, podoba mi się. Potem zamówiłyśmy pizze, gadałyśmy o wegetarianizmie. Pizza nie doszła "za daleko, bla bla bla." Zjadłyśmy po jogurcie. Potem z nudów zajrzałam do zamrażarki. Loooody! Łatwo się domyślić, co było potem. Zjadłyśmy 3/4 opakowania xd. A miałam iść na dietę. Znowu gadanie. Elw przypomniała mi o atrapie kolczyka.
- K***, zapomniałam. - ja
- Buuu. - Elw
- Spoko, zrobię teraz.
Pobiegłam do łazienki po wsuwkę, na ganek po obcęgi i hojda. Powyginałam, pocięłam biedną spinkę i wyszło coś na kształt spłaszczonego, niedomkniętego kółka. I o to chodziło. Nie pamiętam co było potem. Może, Elw dolała mi coś do soczku ?![żart]. Nie, nic nie piłyśmy [no piłyśmy, chodzi mi o %- nie piłyśmy]. Koło 18 musiała się zbierać. Odprowadziłam ją pod dom i wróciłam. Dopadłam na gadu... no zgadnijcie! Elwirę i Nikę. <3. Stworzyłam konferencję. Gadałyśmy o różnych dziwnych rzeczach. No - koniec, dobrnęłam do momentu w  którym jem jogurt i popijam go herbatą. No to idę. Co prawda nie chce mi się spać... Posłucham muzyki czy coś. Albo poczytam zmierzch.

Nara.
Jako że mam już 7 obserwatorów [jakim cudem?] zrobię małą reklamkę Nice, dzięki której się trochę wybiłam ;)

Tak więc zapraszam wszystkich do tej Jedynej, niepowtarzalnej Niki:
Jedna na milion [klik]
Naprawdę warto....

---
za kilka minut dodam notkę ;)

poniedziałek, 6 września 2010

001. ☺



Na początku powiem, że moje wczorajsze "obawy" dotyczące Elwiry odpłynęły bezpowrotnie.

Wstałam rano, wyszykowałam się. Jakieś tam rurki, t-shirt z skelanimals, trampki i dodatki: kolczyki, bransoletki i pasek z ćwiekami. Wsunęłam na nos okulary. Wychodząc zarzuciłam jeszcze czarno-różową bluzę w kropki. Kiedy doszłam do szkoły usłyszałam szmer zamieszania. Po chwili wyłamałam, że ktoś zemdlał. Wyjdę na egoistkę - nie obchodziło mnie to. Poszłam do klasy. Pierwsza była godzina z wych. Koniec swobody w "siedzeniu". Wychowawczyni powiedziała, że dzisiaj mamy tylko trzy godziny - wszystkie 'wychowawcze'. Cóż, przynajmniej nie było kartkówki z majzy ;) Pierwszą -priorytetową- sprawą było usadzeni nas w parach. Wychowawczyni zapisała coś na kartce i rozdała nam karteczki z numerkami ławek [są one ustawione u nas w jednym rzędzie]. Dostałam 2jkę. Nie dziwię się - jestem niska. Ciekawe z kim będę siedzieć - pomyślałam. Usiadłam w ławce i czekałam na moją 'parę'. Po chwili przysiadła się do mnie blada, karmelowo-włosa dziewczyna. Elwira. Nie miałam czasu na fochanie się, gdyż wychowawczyni od razu przeszła do spraw pokroju 'noście zmienne buty'. Następnie dała nam 'wolne' dwie godziny, czyli róbcie co chcecie, byle nie hałasować zbytnio i nie wychodzić z klasy. Więc postanowiłam się przełamać i pogadać z Elw. Ta rozmowa była świetna. Pomyślałam, że może w końcu poznałam przyjaciółkę. Zaprosiła mnie po szkole na zapiekanki :3. Zgodziłam się, oczywiście. Przegadałyśmy sporo czasu. Zadzwonił dzwonek - poszłyśmy do do łazienki [poprawić makijaż], a potem do szatni [zmienić buty]. "Złapałyśmy" autobus i do miasta :). Po przyjechaniu na miejsce weszłyśmy do pizzeri. Zamówiłam małą pizze wege. Spytała się, czy możemy zamówić dużą.
-Hmm, ok. Na pół?
- Nom, całej [małej] bym nie dała rady.
-Ja też ;p
Kazano nam czekać pół godziny. W tym czasie nawiązała się rozmowa o nietolerancji ludzi i tym podobnych.
- Taa. Najgorsze co może istnieć, to bycie emo. A czemu? - Elw.
- Bo emo są inneee. Ze mnie się ciągle śmieją... :/
- Hm, a ze mnie nie. - nieco się speszyła.
- Bez urazy, ale czemu mieliby cię upokarzać?
- No tak. Aż tak mało jestem podobna do scene?
- E-eee. -teraz to ja się speszyłam- To ty jesteś emo?
- Wiedziałam... grr. Nie wiem, co robić, żeby wyglądać.... podobnie do ciebie. Zawsze chciałam taka być... Naczytałam się w necie o wyglądzie scene, zastosowałam się do tych porad i nic. Ciągle jestem zwykłą kujonką!
- Ej, bo ty za delikatnie podchodzisz do tematu. Wyglądasz ... normalnie. Użyj kredki [do oczu], skorzystaj z dodatków. No i te włosy.... [przerwała mi]
- Nie każdy ma taki zajebisty kolor z natury. A farbować nie będę!
-Ej, ej. Kolor to nie wszystko.  Chociaż też jest ważny. Dobrze by było je nieco rozjaśnić i zrobić pasemka, ale i tak jest dobrze ;). Trzeba je tylko natapirować...
- Aaaa. No fakt ;) A co jest nie tak z ubraniem?
- Jest takie... szkolne. Biała bluzka i czarne rurki - ok. Ale gdzie dodatki?
- No, mam kolczyki i pasek.
- Kolczyki? Pokaż.
Pokazała - zamurowało mnie. Cudne koła w kratkę - a na lewym uchu dwa kolczyki. Niby taka mała kuleczka, ale jednak robi wrażenie.
- Coś... nie tak?
-Nie, no boskie. Ty masz dwie dziurki?
- Nie, trzy. [śmiech]
- Ugh - chodziło mi o lewe ucho. Rodzice ci pozwolili?
- Nie, nawet nie wiedzą. Sama to zrobiłam. Co to za zdziwko? Ty masz w wardze.
- Nie, nie mam. To taka jakby atrapa. - wyjęłam 'niedomknięte' kółko z wargi.
*pizzę podano* *bierzemy po kawałku* *wracamy do rozmowy*
- Wow. Gdzie kupiłaś?
- Nie kupiłam, zrobiłam z wsuwki.
- Ooo. Zrobisz mi takie?
- Oczywiście. Jeśli ty mi zrobisz drugą dziurkę!
-Ok. Wróćmy do dodatków. Co jest nie-tak?
- Niby ok. Pasek ok, kolczyki ok. Tylko tego mało ... Jakieś kokardki, bransoletki i te pe.
- Dobra. Jutro się tak wystroję, że się zdziwisz!
- Spotykamy się jutro?
- Jasne. Gdzie?
- Nie wiem... może u mnie?
-Zgoda. Po szkole.
(rozmowa była czymś w tym rodzaju - to oczywiste, że nie pamiętam wszystkiego)
Nim się zorientowałyśmy była 17.40.
- Elf, goł, bo się spóźnimy na ostatni autobus!
- O-oł. Faktycznie.
Zapłaciłyśmy za pizzę i wybiegłyśmy z pizzeri. Ledwo zdążyłyśmy. Elwira wysiadła wcześniej... Dalej jechałam sama. Wróciłam do domu, pobawiłam się z Reki. Doszłam do momentu obecnego - piszę notkę. Kończę, Rebeka chce na spacer. Adijos !

niedziela, 5 września 2010

000.

Przedstawia się wam nastolatka o wybujałej wyobraźni, charakterku i - co mi nie przeszkadza - rudych włosach. W sumie, lepszym określeniem dla nich byłoby 'kasztanowe', ja jednak wolę mówić, iż są rude. Ku zgrozie - mam też piegi. Nie cierpię ich! Całe szczęście - 'występują' w małych ilościach i tylko w okolicach nosa ;). Niezmiernie blada cera i zielone oczy - na dodatek. Istna Ania Shirley. Tyle, że ja nazywam się Kamila. Mam średnią budowę ciała, choć dużo osób określa mnie jak 'chudą'. Jestem dosyć niska... Ubieram się w stylu scene.  Mam niewielką wadę wzroku - czasami noszę okulary. Czasami - dostałam je od rodziców, choć mówiłam, że dam sobie bez nich radę. Teraz możecie mnie sobie wyobrazić - nie będę dodawać swoich zdjęć. Chyba, że zmienię zdanie ;)

Co mogę jeszcze o sobie napisać... ?
Mam jamnika - Rebekę. Zdrobniale - Rebi. Dziwne imię, jak na psa, wiem.
Kocham czytać książki, są dla mnie drzwiami do innego świata.
Kocham muzykę - jest jak zastrzyk szczęścia.
Kocham jeździć na deskorolce - ta adrenalina x.x

i wszystko - jakieś pytania? Kontakt: rudzielec-lol@wp.pl



Do rzeczy - ma to być coś w rodzaju pamiętnika. I będzie xD
Jutro -w końcu- nasza wychowawczyni ma nas w końcu pousadzać [w ławkach]. Grr - mam nadzieję, że nie będę siedzieć z tą kujonką - Elwirą. Dziwne imię, ale ciekawe. Chciałabym się tak nazwać, a nie tak pospolicie. Zresztą - nie będę jej obrażać na blogu, bo nie od tego jest. Nie znam jej - może jest nawet fajna...

^^ Takie rzeczy mi się zdarzają. Potrafię zmienić zdanie [o wszystkim] w pięć sekund. Dziwna jestem. No nic. Narq - jutro napiszę. Proszę obserwować i komentować ;)