Na początku powiem, że moje wczorajsze "obawy" dotyczące Elwiry odpłynęły bezpowrotnie.
Wstałam rano, wyszykowałam się. Jakieś tam rurki, t-shirt z skelanimals, trampki i dodatki: kolczyki, bransoletki i pasek z ćwiekami. Wsunęłam na nos okulary. Wychodząc zarzuciłam jeszcze czarno-różową bluzę w kropki. Kiedy doszłam do szkoły usłyszałam szmer zamieszania. Po chwili wyłamałam, że ktoś zemdlał. Wyjdę na egoistkę - nie obchodziło mnie to. Poszłam do klasy. Pierwsza była godzina z wych. Koniec swobody w "siedzeniu". Wychowawczyni powiedziała, że dzisiaj mamy tylko trzy godziny - wszystkie 'wychowawcze'. Cóż, przynajmniej nie było kartkówki z majzy ;) Pierwszą -priorytetową- sprawą było usadzeni nas w parach. Wychowawczyni zapisała coś na kartce i rozdała nam karteczki z numerkami ławek [są one ustawione u nas w jednym rzędzie]. Dostałam 2jkę. Nie dziwię się - jestem niska. Ciekawe z kim będę siedzieć - pomyślałam. Usiadłam w ławce i czekałam na moją 'parę'. Po chwili przysiadła się do mnie blada, karmelowo-włosa dziewczyna. Elwira. Nie miałam czasu na fochanie się, gdyż wychowawczyni od razu przeszła do spraw pokroju 'noście zmienne buty'. Następnie dała nam 'wolne' dwie godziny, czyli róbcie co chcecie, byle nie hałasować zbytnio i nie wychodzić z klasy. Więc postanowiłam się przełamać i pogadać z Elw. Ta rozmowa była świetna. Pomyślałam, że może w końcu poznałam przyjaciółkę. Zaprosiła mnie po szkole na zapiekanki :3. Zgodziłam się, oczywiście. Przegadałyśmy sporo czasu. Zadzwonił dzwonek - poszłyśmy do do łazienki [poprawić makijaż], a potem do szatni [zmienić buty]. "Złapałyśmy" autobus i do miasta :). Po przyjechaniu na miejsce weszłyśmy do pizzeri. Zamówiłam małą pizze wege. Spytała się, czy możemy zamówić dużą.
-Hmm, ok. Na pół?
- Nom, całej [małej] bym nie dała rady.
-Ja też ;p
Kazano nam czekać pół godziny. W tym czasie nawiązała się rozmowa o nietolerancji ludzi i tym podobnych.
- Taa. Najgorsze co może istnieć, to bycie emo. A czemu? - Elw.
- Bo emo są inneee. Ze mnie się ciągle śmieją... :/
- Hm, a ze mnie nie. - nieco się speszyła.
- Bez urazy, ale czemu mieliby cię upokarzać?
- No tak. Aż tak mało jestem podobna do scene?
- E-eee. -teraz to ja się speszyłam- To ty jesteś emo?
- Wiedziałam... grr. Nie wiem, co robić, żeby wyglądać.... podobnie do ciebie. Zawsze chciałam taka być... Naczytałam się w necie o wyglądzie scene, zastosowałam się do tych porad i nic. Ciągle jestem zwykłą kujonką!
- Ej, bo ty za delikatnie podchodzisz do tematu. Wyglądasz ... normalnie. Użyj kredki [do oczu], skorzystaj z dodatków. No i te włosy.... [przerwała mi]
- Nie każdy ma taki zajebisty kolor z natury. A farbować nie będę!
-Ej, ej. Kolor to nie wszystko. Chociaż też jest ważny. Dobrze by było je nieco rozjaśnić i zrobić pasemka, ale i tak jest dobrze ;). Trzeba je tylko natapirować...
- Aaaa. No fakt ;) A co jest nie tak z ubraniem?
- Jest takie... szkolne. Biała bluzka i czarne rurki - ok. Ale gdzie dodatki?
- No, mam kolczyki i pasek.
- Kolczyki? Pokaż.
Pokazała - zamurowało mnie. Cudne koła w kratkę - a na lewym uchu dwa kolczyki. Niby taka mała kuleczka, ale jednak robi wrażenie.
- Coś... nie tak?
-Nie, no boskie. Ty masz dwie dziurki?
- Nie, trzy. [śmiech]
- Ugh - chodziło mi o lewe ucho. Rodzice ci pozwolili?
- Nie, nawet nie wiedzą. Sama to zrobiłam. Co to za zdziwko? Ty masz w wardze.
- Nie, nie mam. To taka jakby atrapa. - wyjęłam 'niedomknięte' kółko z wargi.
*pizzę podano* *bierzemy po kawałku* *wracamy do rozmowy*
- Wow. Gdzie kupiłaś?
- Nie kupiłam, zrobiłam z wsuwki.
- Ooo. Zrobisz mi takie?
- Oczywiście. Jeśli ty mi zrobisz drugą dziurkę!
-Ok. Wróćmy do dodatków. Co jest nie-tak?
- Niby ok. Pasek ok, kolczyki ok. Tylko tego mało ... Jakieś kokardki, bransoletki i te pe.
- Dobra. Jutro się tak wystroję, że się zdziwisz!
- Spotykamy się jutro?
- Jasne. Gdzie?
- Nie wiem... może u mnie?
-Zgoda. Po szkole.
(rozmowa była czymś w tym rodzaju - to oczywiste, że nie pamiętam wszystkiego)
Nim się zorientowałyśmy była 17.40.
- Elf, goł, bo się spóźnimy na ostatni autobus!
- O-oł. Faktycznie.
Zapłaciłyśmy za pizzę i wybiegłyśmy z pizzeri. Ledwo zdążyłyśmy. Elwira wysiadła wcześniej... Dalej jechałam sama. Wróciłam do domu, pobawiłam się z Reki. Doszłam do momentu obecnego - piszę notkę. Kończę, Rebeka chce na spacer. Adijos !